Dao, dzik i różowy akcent w tle

 

Wciąż pozostajemy w klimacie świątecznym, w końcu Boże Narodzenie to nie tylko Wigilia, są jeszcze dwa dni świętowania.  W tym czasie spotykamy się zwykle w gronie rodzinnym, staramy się choć trochę odsapnąć od codziennej gonitwy, i oczywiście zajadamy się świątecznymi przysmakami. Przygotowujemy świąteczny obiad, bardziej uroczysty niż na co dzień.

W moim przypadku nie było inaczej. Święta w tym roku były z portugalskimi akcentami, jeżeli chodzi o wino, a że kilka butelek z Portugalii jeszcze zostało to oczywiste, że musiały się one pojawić także na świątecznym obiedzie. Co do samego obiadu, to przygotowałem dla mojej rodziny danie, które dobrze połączy się z wybranym przeze mnie winem na tą okazję. W kwestii wina, na stole pojawiło się czerwone Casa De Santar z Dao rocznik 2012. Natomiast na obiad przygotowałem polędwicę z dzika w sosie z grzybami podaną na kaszy jaglanej z grochem i palonym masłem.  Do tego chipsy z topinamburu i lekko kwaskowa żurawina.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzika dzień wcześniej zamarynowałem w ciemnym piwie, czosnku, sosie sojowym i sosie Worcester. Kolejnego dnia upiekłem moją polędwicę w rękawie do pieczenia wraz z marynatą i dodatkiem karmelizowanej cebulki. Zajęło to ok 2 godzin w temperaturze ok. 180 stopni. Lepiej piec w nieco niższej temperaturze przez dłuższy czas, aby mięso było bardziej soczyste. Do dzika sos z suszonych grzybów, z czosnkiem, karmelizowanym cukrem, octem balsamicznym i marynatą z pieczenia dzika. Całość zaserwowałem na kaszy jaglanej z grochem i palonym masłem z dodatkiem miodu, a na wierzchu usmażone na chrupko chipsy z topinamburu. Dnie wykończyłem na talerzu kilkoma owocami żurawiny. Uważam, że danie zasłużyło na to, by podać je na świąteczny obiad. Wyszło naprawdę pysznie.

Do dzika oczywiście wspomniane już czerwone Dao będące blendem trzech szczepów: Touriga Nacional, Tinta Roriz i mniej znanego Alfrocheiro.  Wybrałem to wino, gdyż pasuje ono m. in. do dań z dziczyzny, czerwonych mięs, dań makaronowych z mięsnym ragout czy lekko twardych serów.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Co do samego wina i moich wrażeń degustacyjnych,  są one następujące: przede wszystkim wino posiada bardzo ładną, intensywną suknię, czerwoną, głęboko nasyconą, wyraźnie granatową, wręcz powiedziałbym atramentową. To z pewnością zasługa odmiany Alfrocheiro znanej z tego, że dodaje ona winu głębokiego koloru. Szczep ten zresztą pochodzi właśnie z Dao i stamtąd rozprzestrzenił się na inne regiony Portugalii. Wizualnie wino prezentuje się bardzo dobrze, przyciąga mnie jego piękna, głęboka barwa. W nosie skoncentrowane, początkowo nieśmiałe, ale z czasem ukazuje dość intensywne aromaty przywodzące na myśl owoce leśne, porzeczki, czereśnie. Pojawiają się też nuty gorzkiej czekolady, wanilii,  trochę ziół, eukaliptus. Usta wytrawne z nutą ciemnych owoców i posmakiem kakao, przebijają się też słodsze akcenty owocowe. Początkowo łagodne, krągłe z dobrze podkreśloną kwasowością i odpowiednią dozą garbników, w miarę solidne i dojrzałe taniny, które już zdążyły według mnie nieco zmięknąć. Wino mocnej budowy o średniowysokim 13.5% poziomie alkoholu, z lekko przyprawowym, zadziornym długim finiszem. Nie przytłacza, dobra równowaga kwasowości, tanin i alkoholu. Można pić już teraz choć jest ono jeszcze młode( rocznik 2012) i nie zaszkodzą mu dodatkowe 2 lata w piwnicy. Warto je zdekantować, bo wydaje mi się, że początkowo jest trochę zamknięte w sobie. Ale z czasem rozwija się w kieliszku.  Wino zasługuje na solidną ocenę. Do dziczyzny jak znalazł, pasuje też do różnych mięsnych gulaszy, past, serów.

Teraz czas na wspomniany w tytule postu różowy akcent. Świąteczny obiad nie mógł obejść się bez słodkiego zakończenia. Tym razem rolę deseru spełniła butelka różowego Porto Real Companhia Velha (RCV oznacza Starą Królewską Kompanię). RCV jest najstarszym winiarskim przedsięwzięciem(firmą) samych Portugalczyków w Portugalii, powstała w XVIII wieku na mocy przywileju królewskiego. Co ciekawe, najstarsza na świecie zachowana butelka po Porto Vintage  znajduje się  własnie w Królewskiej Kompanii Real Companhia Velha. Ponadto, RCV  posiada kilka najstarszych beczek z Porto z roku 1867. Ale skupmy się teraz na samym winie.  Różowe Porto produkuje się od niedawna, produkcję rozpoczęto w odpowiedzi na modę na różowe wina. Jednak wbrew pozorom Porto Rose to nie jest zwykły, różowy, letni napitek. To naprawdę poważne wino.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

To różowe Porto zaskakuje od samego początku. Podejście do różowych win bywa różne, ale pamiętajcie, by nie oceniać książki po okładce. Mogę na początku śmiało powiedzieć, że jest to jedno z najlepszych win różowych jakie miałem okazję pić. Skoncentrowana, gęsta, wyraźnie różowa barwa wina przyciąga oko. To Porto pachnie świeżymi truskawkami, poziomkami, wyczuwalne są także maliny. Gdzieś w tle przebijają się delikatne akcenty kwiatowe, płatki róż, konfitura żurawinowa. Usta delikatne, miękkie jak na Porto, dominują letnie, sezonowe owoce z pieczoną truskawką w roli głównej. Przebija się także lekki smak bardziej egzotycznych owoców jak granat. Wszystko to otulone, lekką, wyrafinowaną, kuszącą słodyczą, która pieści nasze kubki smakowe. Wino złożone, perfekcyjny balans między słodkością a owocowymi cechami.  Typowa dla Porto, wysoka zawartość alkoholu (19%), jednak kompletnie niewyczuwalna. Wino nie przytłacza procentami, utrzymuje doskonałą świeżość w owocowym stylu. Finisz również długi i niezwykle przyjemny. Aż chce się sięgnąć po kolejną butelkę.

To Porto spełniło rolę naszego deseru podczas świątecznego obiadu. Niewątpliwie świetnie smakuje solo, bez dodatków lekko schłodzone do temperatury ok. 13 stopni.  Ale być może spytacie do czego można je zaserwować? Ostatnio przyrządziłem dla siebie coś słodkiego na poprawę humoru i myślę, że owe rose byłoby tu idealnym dopełnieniem. Mam na myśli krem malinowo-kakaowy z dodatkiem mąki orzechowej w towarzystwie ręcznie przygotowanych przeze mnie pralin. Wyborny deser, a przy tym dość wykwintny, lekko kwaskowy i odświeżający za sprawą malin, których mrożony zapas trzymam głęboko w zamrażarce właśnie na zimowe dni. Do tego praliny czekoladowe z nadzieniem orzechowym, galaretką owocową i kremem kawowym. Owocowy, truskawkowo-malinowy charakter Porto idealnie współgrałby z tym kremem. Nic dodać, nic ująć.

Krem malinowo-kakaowy
Moje praliny

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Do czego jeszcze można by podać różowe Porto? Z pewnością spróbowałbym je połączyć z deserami na bazie świeżych, letnich owoców np. różnego rodzaju ciasta z dodatkiem malin, truskawek, sernik na zimno z tymi owocami, musy czekoladowo-owocowe, co myślę, że fajnie współgrałoby z owocowym stylem tego Porto. Warto też poeksperymentować z deserami z dodatkiem suszonych owoców, lodowymi słodkościami. Różowe Porto to też dobry aperitif, ponadto jest podstawą także wielu drinków, podobnie jak białe Porto. Wybór należy do was.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *