Malina/czekolada/borówka

W gotowaniu najważniejszy jest smak i to on decyduje o tym, czy konkretne danie jest dobre, czy raczej coś z nim nie tak. Oczywiście, pojęcie smaku to kwestia bardzo indywidualna i każdy uzna za smaczne co innego. Poza tym, duże znaczenie ma też prezentacja potrawy, gdyż w pierwszej kolejności zwykle „jemy oczami” – chętniej sięgamy po estetycznie wyglądające jedzenie.

Fajnie od czasu do czasu samemu pobawić się w kuchni i przygotować coś, co nie tylko dobrze smakuje, ale i przyciąga oko swoją nietuzinkową prezentacją, czy sposobem podania. Od zawsze podziwiałem szefów kuchni, którzy na talerzu potrafią stworzyć prawdziwe kulinarne dzieła sztuki – dania, które wyglądają tak pięknie, że szkoda w ogóle naruszyć ich kompozycję. Takie gotowanie to dla mnie rodzaj sztuki przez duże „S”, a tacy kucharze to po prostu artyści. Ten, kto choć trochę gotuje wie, ile pracy wymaga to, aby danie nie tylko dobrze smakowało, ale i ładnie się prezentowało. Poziom, jaki w tej dziedzinie niektórzy reprezentują, zasługuje na najwyższy szacunek – ich talent, zmysł, wyczucie smaku i estetyki oraz ciężka praca – efekt tego widzimy potem na talerzu w restauracji i długo wspominamy taki posiłek.

Zabawa z formą prezentacji jedzenia na talerzu to spora frajda, ale nierzadko trzeba się też nieźle nagimnastykować, aby osiągnąć zamierzony efekt. Malina/czekolada/borówka to mój skromny deser, w którym pobawiłem się właśnie formą. Smaki nieskomplikowane, dobrze znane, ale podane w bardziej atrakcyjny sposób.

Owoce, takie jak maliny i borówki dobrze łączą się z czekoladą, stąd sięgnąłem właśnie po nie. Co prawda sezon na te owoce już się zakończył, ale ja zamroziłem kilka paczek i teraz z tego korzystam😉. Maliny z własnego ogródka – smak pierwsza klasa, a w tym roku było ich naprawdę sporo. Tutaj występują w dwóch elementach deseru: musie w kształcie spirali i malinowym truflu. Trzeci element to czekoladowe quenelle – mus czekoladowy w tej właśnie formie. Kilka owoców do dekoracji i gotowe. Z pomocą w przygotowaniu deseru przychodzą mi silikonowe formy.

Składniki ( trzy porcje ):

Mus w kształcie spirali:

300 ml śmietanki kremówki

150 g malin, zmiksowanych na gładko ( można dodatkowo przetrzeć przez sitko )

50 g białej czekolady

1 łyżka cukru kokosowego lub innego

opcjonalnie: 1/3 łyżeczki czerwonego barwnika spożywczego

Malinowe trufle:

150 ml mleka kokosowego

100 g malin, zmiksowanych i ewentualnie przetartych przez sitko

1 łyżeczka cukru kokosowego lub innego

Mus czekoladowy:

70-80 g dobrej jakości gorzkiej czekolady

1 łyżeczka masła

2 jajka

1 łyżeczka cukru kokosowego lub innego

maliny, borówki do dekoracji

cukier puder, do posypania

Przygotowanie: Zaczynamy od musu w kształcie spirali, a do tego potrzebna nam będzie specjalna silikonowa foremka. Śmietankę, zmiksowane maliny, czekoladę i cukier umieszczamy w garnuszku i podgrzewamy powali, aż czekolada się roztopi i wszystko połączy się w całość. Możemy dodać odrobinę czerwonego barwnika spożywczego. Zdejmujemy z ognia, studzimy i przelewamy do foremek silikonowych. Wkładamy do zamrażarki na około 3 godziny.

Malinowe trufle: Mleko kokosowe, maliny cukier miksujemy na gładko i umieszczamy w foremkach silikonowych do trufli. zamrażamy na 3-4 godziny.

Mus czekoladowy: Czekoladę topimy w kąpieli wodnej. Gdy zacznie się topić, dodajemy masło, mieszamy i ściągamy z ognia. Czekamy, aż przestygnie. Żółtka oddzielamy od białek. Żółtka i cukier dodajemy do ostudzonej czekolady i dokładnie mieszamy. Białka ubijamy na sztywną pianę. 1/3 piany z białek dodajemy do czekolady i delikatnie mieszamy. Dodajemy resztę piany i mieszamy. Mus przekładamy do foremek quenelle i umieszczamy w zamrażarce na 3 godziny.

Na talerzach umieszczamy najpierw mus w kształcie spirali, na nim kładziemy trufle malinowe, mus czekoladowy, dekorujemy owocami i posypujemy cukrem pudrem.

Ten deser spróbujmy zestawić np. z Brachetto d’Acqui, musującym Gamay, różowym Szampanem ( może być z nieco większą zawartością słodyczy ), słodkim białym winem z późnego zbioru np. z Doliny Loary. A może Maury?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *