Magorabin – gwiazdka w pełni zasłużona

W stosunku do określonych miejsc, mamy pewne oczekiwania. Stawiamy poprzeczkę wysoko, budujemy sobie w głowie obraz, jak to wszystko powinno wyglądać nadmuchując w ten sposób bańkę naszych przypuszczeń i domysłów. Pięknie jest wtedy, gdy coś spełnia, a nawet przekracza nasze oczekiwania. A co, gdy ta bańka pęknie w sposób rozczarowujący i okaże się, że przecież to nie tak miało być?

Na szczęście, w przypadku kolacji w restauracji Magorabin, o żadnym rozczarowaniu mowy być nie może. Ułożyłem sobie w myślach to, czego mogę się spodziewać po wizycie w tym miejscu, poczytałem co nieco tu i tam i z niecierpliwością wyczekiwałem daty mojej rezerwacji. Po wszystkim, czyli po wieczornej kolacji, poczułem pełną satysfakcję.

Magorabin to turyńska restauracja nagrodzona przez michelinowski przewodnik jedną gwiazdką. Tym wyróżnieniem cieszy się od 2013 roku. Lokal znajduje się w centrum miasta w sąsiedztwie jednej z ikon Turynu – Mole Antonelliana.

Restauracja należy do JRE ( Jeunes Restaurateurs) – stowarzyszenia, które skupia młodych, kreatywnych szefów kuchni i restauratorów, pełnych pasji, dążących do kulinarnej perfekcji, którzy przy okazji wspierają lokalnych producentów żywności korzystając w dużej mierze z miejscowych, wysokiej jakości produktów. Magorabin to także członek Le Soste – stowarzyszenia, które z kolei zrzesza najlepsze restauracje oferujące włoską kuchnię stawiające na wysoką jakość nie tylko samego jedzenia, ale i obsługi, usług sommelierskich i całego kierownictwa.

Magorabin to miejsce niezwykle kreatywne, nowoczesne, odznaczające się współczesnym minimalizmem, co możemy dostrzec w jego wnętrzach. Są one eleganckie, utrzymane w ciemnych tonach, a gra świateł i cieni tworzy nieco intymną atmosferę. Restauracja pomieści 30 gości, a do zaoferowania ma także znajdujący się tuż przy kuchni tzw. „social table” dla maksymalnie 8 gości, którzy chcą przeżyć trochę bardziej ekskluzywne doświadczenie w bliższej interakcji z innymi osobami i z szefem kuchni.

Szefem kuchni jest tu Marcello Trentini – szef samouk, osoba niezwykle kreatywna, eklektyczna, wnikliwa. Jego kuchnia to, jak sam mówi „efekt synergii między jego umysłem, sercem i żołądkiem”. Marcello ma piemonckie korzenie, ale sporo podróżował po świecie, co widać w tworzonych przez niego daniach. Mówi się o nim „odważny innowator”, który lubi łączyć smaki i techniki, reinterpretować tradycyjne przepisy i przekształcać je w coś bardziej odważnego oferując współczesną kuchnię bez żadnych granic, co sam nazywa”cucina contaminata”( dosłownie kuchnia skażona ). W swoim gotowaniu kieruje się filozofią, że w potrawie główną rolę mogą odgrywać tylko trzy składniki, a ich nazwy są zawsze zapisane kursywą w menu. Marcello Trentini jest też wiceprezydentem stowarzyszenia JRE Italia, uczestniczy w wielu konferencjach, festiwalach, doradza, szkoli – mówiąc krótko na brak zajęć nie narzeka.

Na swoją kolację w restauracji Magorabin czekałem z niecierpliwością, więc zjawiłem się tu punktualnie. Magorabin oferuje trzy warianty menu degustacyjnego oraz możliwość wyboru dań a la carte. Gran Torino, Iconici i Evoluzioni – to trzy opcje tasting menu. W pierwszym z nich mamy więcej wpływów lokalnej, piemonckiej kuchni. Iconici, na które się zdecydowałem, to z kolei menu bardziej nowoczesne, z wyraźniejszymi akcentami współczesnymi. Jeśli zdecydujecie się na wariant Evoluzioni, możecie liczyć na 9 dań – niespodzianek od szefa.

W końcu nadszedł czas, aby sprawdzić, co gościom proponuje kuchnia Marcello Trentini. Na początek, na stole wylądowało kilka amuse-bouche w drewnianych pudełeczkach na rozbudzenie apetytu. Wśród nich m. in. świetne chicharron i warzywne tacos z esencjonalnym bulionem.

Podano też wspaniałe pieczywo. Rzadko je jadam, ale ten jeszcze ciepły kawałek chleba z chrupiącą skórką był po prostu przepyszny. Do tego oczywiście oliwa.

Następnie pojawił się przegrzebek z pata negra i yuzu.

Kolejno, doskonałe połączenie cielęcego ozora z tatarem z krewetek, a do tego żel mandarynkowy.

Fettucine kamut z anchovies i masłem. Kamut to rodzaj dawnej odmiany pszenicy durum. To zboże ma lekko słodki, delikatnie orzechowy smak.

Kolejne danie to absolutna poezja smaków, gwiazda całej kolacji. Risotto z gołębiem, pieprzem i pudrem z cebuli. Jak do tej pory, chyba nie jadłem lepszego risotto w swoim życiu.

W międzyczasie, pojawił się też drugi chlebek plus masło z Normandii. Masełko bardzo smaczne, natomiast chleb nie dorównał temu pierwszemu.

Następnie, łosoś przykryty sosem holenderskim z dressingiem z shiso i kawiorem. Świetne kompozycja, a dresing wniósł do dania porcję świeżości.

Nie gorsza była też kaczka z rzepą, a do tego pasztet z wątróbki na chipsie.

Pre-deser, czyli w tym wypadku sos truskawkowy i porcja lodów.

Deser główny to lody lukrecjowe, ananas i kruszonka z muscovado. Bardzo udany zestaw, delikatnie słodki i odświeżający.

Wspaniałą kolację dopełniły petit fours, czyli małe słodkie co nieco na sam koniec. Spośród nich szczególnie wyróżniało się ciastko marchewkowe.

Taka liczba wrażeń podczas jednego wieczoru sprawia, że być może nie wszystko udało mi się w szczegółach zarejestrować w pamięci, ale bez dwóch zdań Magorabin to miejsce, do którego na pewno warto się wybrać. Moja dwugodzinna kolacja w pełni to potwierdza i ani przez chwilę nie żałowałem, że to właśnie tu zdecydowałem się spędzić cały wieczór. Jeżeli szukacie w Turynie miejsca na bardziej elegancki i nietuzinkowy posiłek pełen kreatywnych smaków, to macie właściwy adres.

Adres: Magorabin, Corso S. Maurizio 61/b, Turyn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *