Al Garamond

Al Garamond to restauracja w stylu fine dining w centrum Turynu w niedalekim sąsiedztwie Mole Antonelliana. Mieści się w XVIII-wiecznym budynku, który służył pierwotnie jako stajnia dla piemonckiego, wojskowego regimentu, a swoją nazwę zawdzięcza porucznikowi z armii Napoleona.

Restauracja została otwarta w 1999 roku i w swoich eleganckich wnętrzach oferuje nowoczesną interpretację piemonckiej i sycylijskiej kuchni. Dlaczego właśnie taki zestaw? Dlatego, że szef kuchni – samouk Santino Nicosia urodził się na Sycylii, a dorastał właśnie w Piemoncie. Po latach kariery jako kierownik obsługi sali, Santino zdecydował się pójść krok dalej i zostać szefem kuchni, do czego zawsze go ciągnęło. Jednak nadal często wychodzi do swoich gości, by z nimi porozmawiać, wysłuchać sugestii i jak sam mówi „lepiej poznać ich smak”.

W Al Garamond skosztować możemy sycylijskich i piemonckich smaków, które są szczególnie bliskie Santino. W menu znajdziemy sporo tradycyjnych potraw dla tych dwóch regionów wzbogaconych o bardziej nowoczesne akcenty. To smaki proste, ale prawdziwe z użyciem wysokiej jakości składników. Wybierać możemy z pośród dań z karty lub też zdecydować się na menu degustacyjne w czterech wariantach ( sycylijskie, sabaudzkie, 7-daniowe będące połączeniem wpływów Sycylii i Piemontu oraz menu 10-daniowe, którego poszczególne dania stanowią niespodziankę od szefa Santino ). Ja zdecydowałem się na opcję sabaudzką.

Na początek amuse-bouche i domowa focaccia. Podano również chleb własnego wypieku według przepisu z Sycylii oraz sycylijską oliwę.

Jako że był to mój ostatni wieczór w Turynie, do kolacji nie mogło zabraknąć dobrego wina. Tym razem wybór padł na świetną Barberę d’Alba Morassina 2015 od Giuseppe Cortese.

Kolejno carpaccio z wołowiny z burakiem i serem robiola.

Następnie sałatka z piemonckich produktów. Znalazły się w niej m.in. kurki, cukinia, brzoskwinie. Połączenie zaskakujące, ale całkiem udane.

Doskonałe było tagliolini z sosem z pieczonej papryki i i masłem anchois. Tak dobre, że w domu postaram się je odtworzyć, choć przepisu nie mam. Ale smak w pamięci wciąż tak.

Następnie policzek wołowy z ryżem z selera.

Jako pre-deser odświeżający mus ananasowy.

W roli deseru interpretacja gianduji z miętowym, płynnym nadzieniem.

Na koniec drobne petit fours, które jednak niczym szczególnym się nie wyróżniły.

Podsumowując, wizyta w Al Garamond była całkiem przyjemnym doświadczeniem. Smaczna kuchnia w oryginalnych, historycznych wnętrzach restauracji to dobre miejsce na kolację w Turynie. Choć to nie ta sama liga, co opisywany wcześniej Magorabin ( tu ), to mimo to, można tutaj naprawdę dobrze zjeść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *