Ca’del Baio

Lista winiarni wartych odwiedzenia w Piemoncie jest całkiem spora. W końcu to między innymi tutaj powstają jedne z najwspanialszych win nie tylko w samej Italii, ale i na całym świecie. Poza dużymi producentami w Piemoncie znajdziemy również mniejsze rodzinne przedsięwzięcia, spod ręki których wychodzą naprawdę wspaniałe wina. Ca’ del Baio jest tego świetnym przykładem.

Planując podróż po Piemoncie, miłośnik wina nie ma łatwego zadania. Wybitni producenci są tu obecni na każdym kroku – zarówno ci bardzo znani, jak i wytwórcy nieco mniej rozpoznawalni. Nie jest wykonalne podczas jednej wyprawy do tego regionu odwiedzić wszystkich tych, których by się chciało. Do Piemontu trzeba więc wracać – wracać jak najczęściej, bo to wyjątkowe miejsce pod każdym względem. Doskonałe wino, pyszna, prawdziwa lokalna kuchnia, trufle, piękne krajobrazy, falujące wzgórza pokryte winnicami, cudowni mieszkańcy, klimatyczne miasteczka, sielska atmosfera, spokój, cisza. Aż dziwne, że region z takim bogactwami wciąż pozostaje w zasadzie niezadeptany przez masową turystykę, jak to ma miejsce choćby w przypadku dużo bardziej popularnej Toskanii. Ja w każdym razie nad tym nie ubolewam, a wręcz przeciwnie – niech tak pozostanie jak najdłużej.

Planując wizyty w winiarniach obszaru Langhe i okolic niezwykle cieszę się, że udało mi się odwiedzić Ca’ del Baio, który to wytwórca siedzibę ma w Treiso w Barbaresco. Winiarnia zlokalizowana pośród swoich własnych winnic w pięknej okolicy. Już sam dojazd w to miejsce to przyjemność dla oczu.

Ca’del Baio można opisać krótko: rodzina, pasja, gościnność, otwartość i prawdziwa miłość do wina. Czuć to od samego początku, gdy zjawiasz się w tym miejscu. Sam zostałem przyjęty niczym członek rodziny Grasso i naprawdę miałem wrażenie, jakbym był tutaj stałym bywalcem. Nie było też najmniejszego problemu, aby pojawić się w winiarni od samego rana ( oczywiście po wcześniejszym umówieniu się ). Rześki, jesienny, piemoncki poranek, godzina 8:30 – przyjechałem na miejsce i od razu zostałem przywitany z uśmiechem na ustach. Wiedziałem, że to będzie świetnie spędzony czas.

Ca’del Baio to rodzinna firma prowadzona już przez czwarte pokolenie. Obecnie rządzą tu Giulio i Luciana – małżeństwo, które wraz ze swoimi córkami – Paolą, Valentiną i Federicą wspólnie trzymają nad wszystkim pieczę i kierują całym przedsięwzięciem. Można powiedzieć, że w Ca’del Baio rządzą więc kobiety ( ponadto Pan Giulio doczekał się już z tego co pamiętam dwóch wnuczek ).

Pod koniec XIX wieku Giuseppe Grasso – pradziadek obecnego właściciela – Pana Giulio, przeniósł się wraz z rodziną z Calosso w prowincji Asti do Treiso właśnie, gdzie zakupił posiadłość Cascina Vallegranda  i nieco ziemi. W latach dwudziestych kolejnego stulecia jeden z synów Giuseppe zasadził pierwsze winorośle na swojej farmie, by trzy lata później zebrać owoce i wyprodukować małe ilości wina dla rodziny. W 1959 roku na świat przychodzi wspomniany już Pan Giulio. Jego ojciec ( Ernesto Grasso ) poślubił kobietę o imieniu Fiorentina, której rodzina posiadała nieco ziemi w historycznych crus Barbaresco – Asili i Pora. W latach osiemdziesiątych Giulio ożenił się z Lucianą, która podobnie jak jego matka również pochodzi z gminy Barbaresco. W kolejnych latach następuje rozwój firmy – m.in. zakupiono kolejne kawałki ziemi i skupiono się na ulepszeniu technik winifikacji ( w tym oddzielna winifikacja gron z poszczególnych crus ). Rok 2011 był również niezwykle ważny dla tej rodzinnej firmy – wtedy to Ca’del Baio po raz pierwszy wypuściło na rynek swoje Barbaresco DOCG Asili Riserva. W tym samym roku Giulio Grasso został również uznany przez Gambero Rosso za winogrodnika roku.

Ciekawa jest tez historia samego logo winiarni. Otóż dziadek Ernesto pod koniec swojego życia kupił sobie konia, na którego odkładał całymi latami. Koń w owych czasach był symbolem bogactwa, pewnego statusu – to mniej więcej tak jak dziś zakup sportowego i luksusowego samochodu. Po jego śmieci koń został sprzedany, a z uzyskanych pieniędzy zakupiono woły, które przydały się rodzinie przy pracy w winnicach. Jednak sam konik w logo pozostał 🙂

W winiarni zjawiłem się od w październikowy poranek. Przywitała mnie Federica – jedna z trzech córek Giulio. Od razu weszliśmy do środka i rozpoczęliśmy naszą wizytę w Ca’del Baio.

Federica okazała się przesympatyczną i niezwykle komunikatywną osobą. Płynnym angielskim przekazała najważniejsze fakty z życia rodziny Grasso, jak i główne informacje o swojej winiarni. W szybkim skrócie: Ca’del Baio posiada obecnie 28 hektarów winnic w gminach Barbaresco i Treiso, które to obie należą do obszaru produkcji słynnego Barbaresco. Producent uprawia grona m.in. w czterech cru: Asili i Pora ( gmina Barbaresco ) oraz Vallegrande i Marcarini ( gmina Treiso ). To właśnie tam znajdziemy najstarsze krzewy pośród wszystkich winnic Ca’del Baio w wieku 25-40 lat. Grona stamtąd pochodzące ( nebbiolo ) używane są oczywiście do produkcji ich czołowych etykiet. Poza nebbiolo, wytwórca posiada też nasadzenia barbery, dolcetto, chardonnay, rieslinga, moscato.

Federica z wielkim entuzjazmem i zaangażowaniem wypełniała swoją rolę, jako mojego przewodnika po świecie Ca’del Baio. Widać, że to co robi, to nie tylko jej praca, ale przede wszystkim prawdziwa pasja i szacunek dla rodzinnej tradycji. Podczas wizyty w winiarni spotkałem również drugą siostrę – Paolę, a także ich mamę Lucianę. Świetni, pogodni i otwarci ludzie, którzy własnymi rękami dbają tu o wszystko. Najlepszym dowodem ich pracy są doskonałe wina, których miałem okazję spróbować pod koniec spotkania.

Federica, czyli mój przewodnik w Ca’del Baio

Spróbowałem łącznie siedmiu win. Bez wdawania się w szczegóły – każde z nich zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Od chardonnay w dwóch wersjach, przez Dolcetto’d Alba, Langhe Nebbiolo, na czterech barbaresco kończąc. Sermine Chardonnay 2019 zrobione tradycyjnie w stylu Pana Giulio – rześkie, świeże, cytrusowe, z nutą grejpfruta, wonią świeżego zboża plus mineralna żyłka. Dla kontrastu drugie eksperymentalne niefiltrowane chardonnay będące dziełem trzeciej siostry – Valentiny – reprezentuje nieco burgundzki styl, a to za sprawą pobytu Valentiny właśnie w Burgundii, gdzie pracowała przez jakiś czas. Niezwykle ciekawe wino totalnie w innej tonacji. Urzekające.

Dolcetto d’Alba oraz Langhe Nebbiolo również pozytywnie zapisały się w mojej pamięci. Świetne, codzienne wina, po które chciałoby się sięgać częściej.

Na końcu degustacji creme de la creme, czyli 4 barbaresco, którymi poczęstowała mnie Federica: Autinbej 2017, Vallegrande 2017, Asili 2017 oraz Asili Riserva 2015. Ostatniej pozycji nie było w planie wizyty, ale dzięki niezwykłej gościnności miałem okazję spróbować i tej etykiety. Barbaresco Autinbej powstaje z gron pochodzących z różnych winnic, natomiast pozostałe trzy to wina z poszczególnych cru. Każde z degustowanych barbaresco od Ca’del Baio to piękne wina skrojone idealnie na moje podniebienie. Wszystkie jeszcze dość młode i mające przed sobą potencjał dojrzewania na kolejne lata, choć próbowane roczniki już teraz ukazują swoją klasę. Z wielką przyjemnością otworzę je za jakiś czas, bo nie muszę chyba dodawać, że zakupy w tym miejscu to rzecz obowiązkowa.

Nie jest łatwo opuszczać tak wspaniałe miejsce szczególnie wtedy, gdy zostajesz niezwykle miło przyjęty, jakbyś był tu stałym bywalcem. Ca’del Baio to absolutnie wyjątkowy adres – spotkasz tu cudowną rodzinę, spróbujesz pysznych win i na pewno będziesz chciał tu wrócić. Sam zostałbym jeszcze chwilę dłużej, gdyż z Federicą rozmawiało się naprawdę świetnie, ale trzeba było ruszać w dalszą podróż. Jednak gdy w przyszłości otworzę butelkę z koniem na etykiecie, to na pewno z wielkim sentymentem powspominam czas spędzony w Ca’del Baio. A przecież niewykluczone, że kiedyś tu wrócę 🙂.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *