Leeuwenkuil, czyli w dosłownym tłumaczeniu „legowisko lwów”. Już sama nazwa brzmi ciekawie i nie inaczej jest z winami od Leeuwenkuil Family Vineyards z Południowej Afryki. Właścicielami są tu Willie i Emma Dreyer, których to rodzina od pokoleń ( od 1851 roku ) ma w swoich rękach winnice Leeuwenkuil.
Wszystko zaczęło się jednak dużo wcześniej, bo początki tej farmy sięgają 1693 roku. Pierwotnie, miejsce to zwało się Schinderkuijl ( z języka niemieckiego ), a obecna nazwa, czyli Leeuwenkuil, pojawiła się w XIX wieku. To miejsce nazwano tak dla upamiętnienia podgatunku lwów ( Cape lion ) wytępionych, jak podają źródła, w połowie XIX wieku, które to zwierzęta pojawiały się na okolicznych farmach polując na bydło i siejąc strach wśród jego hodowców.
Schinderkuijl była jedną z pierwszych winnych farm w regionie z 8000 winorośli. W 1851 roku posiadłość została przejęta przez rodzinę Dreyer, której członkowie przybyli do RPA z Niemiec w początkach XIX wieku i ta ziemia pozostaje w jej rękach aż do dnia dzisiejszego. Willie i Emma wraz z rodziną dzięki swojej ciężkiej pracy i pasji uczynili z Leeuwenkuil winiarnię cieszącą się niemałym uznaniem.
Z początkowych 45 hektarów, winiarnia przez ostatnie lata rozrosła się do 1250 hektarów winnic. Shiraz, Chenin Blanc, Cinsault, Grenache, Mourvèdre, Chardonnay, Marsanne to najważniejsze odmiany, którymi obsadzone są winnice.
Swoją przygodę z Leeuwenkuil zacząłem od świetnego Leeuwenkuil Marsanne 2016.

Jest to kompozycja 90% Marsanne z 10- procentową domieszką Roussanne, które to dwa szczepy pochodzą i kojarzone są głównie z Doliną Rodanu. Wino z małej apelacji Voor-Paardeberg położonej między bardziej znanymi regionami Paarl i Swartland. Moim zdaniem jest to całkiem poważna pozycja, szczególnie w kontekście relacji jakość – cena. Naturalna fermentacja w używanych beczkach, częściowa fermentacja na skórkach. Wino dojrzewało 8 miesięcy we francuskim dębie. Suknia delikatnie złota. W kieliszku woń cytrusa, melona, kwiatów, imbiru, wanilii, gorzkiego miodu, szczypta ziół. Krągłe, dość pełne, o średnim poziomie kwasowości i trochę kremowej, oleisto – mineralnej fakturze. Są też białe i tropikalne owoce i lekko słony finisz. Bardzo przyjemne i interesujące wino. Trzyma się świetnie na swoje cztery lata i rocznik 2016 spokojne można jeszcze trzymać w piwnicy.
Powyższe Marsanne podałem do kurczaka ze szparagami w kremowym sosie. Dobry pomysł to także marokański tadżin z kuskusem, kurczakiem i suszonymi morelami, dania z sosami grzybowymi, pełniejsze potrawy z owocami morza, ryba w kremowym sosie, cielęcina, kremowa pasta, lekko pikantne curry.


Wino zakupiłem u importera Festus

Odkryj więcej z Wino ze Smakiem
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.