Wspomnienie Portugalii w słodkim towarzystwie

To już prawie koniec. Koniec moich win, które przywiozłem ze sobą z Portugalii. Butelek było całkiem sporo, jednak pozostały już tylko dwie, a zasadzie to już jedna, gdyż ostatnio otworzyłem jedną z nich. Szkoda, że się już skończyły, bo portugalskie wina niezwykle mnie urzekły. Nie mam na myśli tylko Porto, ale również inne wina, głównie czerwone, pełne, dobrze zbudowane z regionu Douro, z mnóstwem aromatów ciemnych owoców, przypraw, z dodatkiem beczki. Tam na miejscu można znaleźć świetne wina w niewygórowanych cenach, od bardziej lub mniej znanych producentów, czego u nas raczej nie doświadczymy. Skoro portugalski zapas win zbliża się ku końcowi to nie pozostaje nic innego jak poczynić starania, aby go uzupełnić skoro te wina tak bardzo mi odpowiadają. Mam więc powód, żeby znów odwiedzić Portugalię, a w szczególności Douro i uzupełnić moją piwniczkę o kolejne ciekawe etykiety z tego regionu. Jeszcze nie wiem kiedy to się stanie, ale na pewno tam wrócę, gdyż zakochałem się w tym miejscu. Douro to prawdziwy kawałek raju, przynajmniej dla mnie.

Oczywiście Portugalia to nie tylko Douro, kraj ten słynie z wysokiej jakości win produkowanych w wielu innych regionach, które to wina są powszechnie doceniane przez wielu ekspertów. Alentejo, Dao, Minho, Bairrada, Beira, Tejo – to tylko niektóre z regionów, gdzie można znaleźć wybitne wina. Sam miałem okazję próbować kilku z nich, zresztą te z Dao i Alentejo przywiozłem też ze sobą. Ale powracając do tego, o czym chciałem  napisać, głównym dzisiejszym bohaterem będzie Porto, gdyż to ostatnia z dwóch butelek ( pozostało jeszcze jedno Porto ) przywiezionych z Portugalii, którą ostatnio otworzyłem. Jest to białe Porto Sandeman, które zakupiłem podczas wizyty w posiadłości Quinta de Seixo w Douro, o czym można więcej przeczytać tutaj.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Porto wypiłem do drobnych słodkości, które  sam przygotowałem, o czym niżej. Co do samego Porto, to jest ono z założenia wytrawne, jednak zachowuje nutę naturalnej słodyczy ( jest tu 60g cukru na litr ). Wino ma bursztynową suknię, z akcentami koloru delikatnie płowego, na krawędzi nawet lekko miedzianego. Szata naprawdę przyciągająca oko. W nosie jest niezwykle intensywne, złożone z mnóstwem aromatów. Doszukałem się suszonych owoców jak morela, śliwka, kandyzowanej skórki pomarańczy, nut owoców tropikalnych, kwiatowych, waniliowych, karmelowo-orzechowych, toffi. Wąchając to Porto chce się je jak najszybciej spróbować. W ustach dość pełne i krągłe, ale jednocześnie świeże, suszone owoce połączone z orzechowym, delikatnie koniakowym posmakiem. Niska kwasowość i delikatna słodycz, w sam raz. Dobre, lekko schłodzone na aperitif, a także fajnie komponuje się w koktajlach np. z tonikiem i cytryną. Ponadto jak znalazł do suszonych owoców i deserów z ich udziałem, lodów waniliowych z dodatkiem tropikalnych owoców, orzechów np. słonych migdałów, panna cotty z białą czekoladą i brzoskwinią. Oczywiście świetne, by delektować się nim bez żadnych dodatków.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podałem to Porto do przygotowanej przeze mnie chałwy. Zrobiłem jej dwa rodzaje: jedną kokosową z dodatkiem wody różanej, a drugą kakaową z bakaliami. Porto całkiem przyjemnie się komponowało zarówno z jedną jaki i drugą chałwą. Wino jak i chałwy zniknęły w mgnieniu oka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przygotowanie domowej chałwy jest niezwykle proste, co więcej, przygotowując ją samemu mamy pewność, że w naszej chałwie nie ma żadnych konserwantów, barwników itp. jak to często zdarza się w tego rodzaju produktach ze sklepu. Ponadto sami decydujemy jak słodka ma być nasza chałwa, jakie dodatki chcemy, aby się w niej znalazły, czy chałwa ma być bardziej krucha, czy może zwarta. Jak widać, przygotowanie domowej chałwy niesie ze sobą same zalety. Tak zrobioną chałwę można przechowywać najlepiej w lodówce przez kilka dni, jednak z mojego doświadczenia wynika, że długo tam nie poleży. Zwykle znika w jeden dzień. Jest po prostu pyszna.

Składniki na chałwę kokosową z wodą różaną;

  • 500g sezamu
  • ½ szklanki wiórków kokosowych, można dodać więcej
  • 3-4 łyżki wody różanej
  • Płynny miód
  • Ewentualnie 3-4 łyżki dobrej jakości pasty tahini

Przygotowanie:  Sezam uprażyć na patelni, uważać by się nie przypalił, bo chałwa będzie gorzka. Ostudzić. Przełożyć do młynka do kawy i partiami mielić sezam na drobny proszek. Mielony sezam, wiórki kokosowe, wodę różaną, płynny miód i ewentualnie pastę tahini przełożyć do blendera. Zmiksować wszystko do uzyskania konsystencji plasteliny. Masa powinna mieć taką konsystencję, aby można było ją łatwo formować w dłoniach. W razie potrzeby dodać więcej miodu. Najlepiej zacząć od około 4-5 łyżek miodu i dodawać go stopniowo w razie potrzeby. Dodatek tahini nie jest konieczny. Gdy nie dysponujemy blenderem o wysokiej mocy to zmielony na proszek sezam wsypujemy do dużej miski. Dodajemy pozostałe składniki i mieszamy drewnianą łopatką aż masa nabierze konsystencji plasteliny. Wyrabiamy chwilę całość ręką i formujemy chałwę w dowolny kształt lub wkładamy do foremek. Schładzamy w lodówce przed podaniem przez około 2-3 godziny.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Składniki na chałwę kakaową z bakaliami:

  • 500g sezamu
  • 1 szklanka lub trochę więcej pokrojonych dowolnych bakalii, u mnie rodzynki, suszona żurawina i migdały
  • 1 łyżeczka cynamonu ( opcjonalnie )
  • 2- 3 łyżeczki dobrej jakości kakao lub nieco więcej
  • Płynny miód
  • Ewentualnie 3-4 łyżki dobrej jakości pasty tahini

Przygotowanie: Sezam uprażyć na patelni, uważać by się nie przypalił, bo chałwa będzie gorzka. Ostudzić. Przełożyć do młynka do kawy i partiami mielić sezam na drobny proszek. Sezam, cynamon, miód, kakao i ewentualnie tahini przełożyć do blendera i zmiksować aż masa nabierze konsystencje plasteliny. Dorzucić bakalie i wymieszać. Uformować chałwę w dowolny kształt i schłodzić w lodówce przez 2-3 godziny. W razie braku wysokoobrotowego blendera postąpić jak w poprzednim przepisie, czyli wymieszać wszystkie składniki w misce wraz z bakaliami.

 

 

 

 

 

 

 

Domowa chałwa jest przepyszna i można się od niej uzależnić. Jest to zdrowa słodycz, sezam ma mnóstwo wartości odżywczych. Ponadto wykorzystujmy do przygotowania chałwy jak najlepszej jakości miód lub ekologiczny syrop daktylowy, a nawet melasę z granatów, a nie cukier jak to ma miejsce w przypadku chałwy ze sklepu.

Ostatnio upiekłem również pełen przypraw chlebek daktylowy, inspirowany kuchnią bliskowschodnią.  Jest to chlebek na słodko, z powodzeniem może zastąpić ciasto.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Składniki:

  • 150g świeżych lub suszonych daktyli, pokrojonych na pół
  • 150g suszonych śliwek, pokrojonych na pół
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 240ml gorącej wody
  • 50g brązowego cukru
  • 2 jajka
  • Skórka otarta z 1 pomarańczy
  • 280 g mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • ½ łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • Szczypta soli
  • 125g orzechów włoskich, grubo posiekanych

Przygotowanie: Nagrzać piekarnik do 180 stopni. Wyłożyć papierem do pieczenia prostokątną długą formę ( ja użyłem takiej dużej do pasztetu ) i wysmarować papier masłem.  Daktyle i śliwki umieścić w misce z sodą i zalać gorącą wodą. Odstawić by przestygły. Ubić cukier i jajka w misce, następnie dodać skórkę z pomarańczy i masę daktylową i wymieszać. W innej misce połączyć mąkę, proszek do pieczenia, imbir, cynamon, gałkę muszkatołową i sól. Wszystko to dodać do masy daktylowej i wymieszać, dorzucić orzechy i znów dobrze wymieszać.  Przełożyć do formy. Piec około godziny lub do czasu, gdy chlebek stanie się mocno brązowy. Sprawdzić czy chlebek jest upieczony wbijając patyczek w środek. Jeżeli patyczek jest suchy to znak, że chlebek jest gotowy. Przed podaniem ostudzić. Można przechowywać kilka dni zawinięty w folię.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Skoro już piszę o słodkich rzeczach to na koniec jeszcze jeden przepis, tym razem domowe eklerki, o niebo lepsze niż z cukierni.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ich przygotowanie wcale nie jest takie trudne jak mogłoby się wydawać, kluczem do dobrych eklerków jest ciasto. Poniżej przepis na około 20 sztuk. Gotowe eklerki są delikatne, lekko kruche, niezbyt słodkie, w sam raz na drobną przekąskę, koniecznie z delikatnym, słodkim winem musującym np. Moscato d’Asti  lub lekko słodkim Prosecco. Będzie to udana para.

Składniki:

  • ½ szklanki wody
  • ½ szklanki mleka
  • 8 łyżek masła
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 łyżeczki cukru
  • 1 szklanka mąki
  • 5 dużych jajek
  • Cukier puder do posypania

Składniki na krem do nadzienia:

  • ½ szklanki cukru
  • ¼ szklanki skrobi kukurydzianej
  • Szczypta soli
  • 2 szklanki mleka
  • 4 duże żółtka jaj
  • 2 łyżki masła
  • Ziarenka z laski wanilii

Przygotowanie:  Najpierw przygotować nadzienie.  W garnku na średnim ogniu zagotować wszystkie składniki na nadzienie, mieszając stale, aż doprowadzimy do wrzenia. Gdy mieszanina zawrze gotować jeszcze minutę stale mieszając. Zdjąć z ognia. Powinniśmy otrzymać krem o konsystencji budyniu. Ostudzić , przykryć krem folią spożywczą by dotykała jego powierzchni, schłodzić przed użyciem.

Eklerki: Rozgrzać piekarnik do 230 stopni. Na dużej patelni podgrzać mleko, wodę masło, sól i cukier i doprowadzić do wrzenia. Natychmiast dodać mąkę i mocno mieszać aż ciecz zostanie wchłonięta przez mąkę i otrzymamy masę przypominającą pastę. Mieszać aż pasta będzie w miarę sucha. Przenieść pastę do misy robota kuchennego i odczekać chwilę aż nieco ostygnie. Przy włączonym robocie dodawać do masy jajka, pojedynczo, dobrze połączyć jajko z masą przed dodaniem kolejnego. Gotową masę przełożyć do dużego rękawa cukierniczego z dość szeroką końcówką. Na blasze wyłożonej papierem do pieczenia lub na silikonowej macie wyciskać z masy eklerki długości około 6 cm. Gdy przygotujemy wszystkie eklerki oprószyć je cukrem pudrem.  Piec w piekarniku nagrzanym do 230 stopni przez 5 minut, potem zmniejszyć temperaturę do 180 stopni i piec jeszcze około 25-30 minut uważając by nie przypalić eklerków. Wyjąć z piekarnika i ostudzić. Gdy eklerki przestygły zrobić pałeczką dwie, trzy dziurki na nadzienie w spodniej części każdego z eklerków.  Jeżeli eklerki już definitywnie ostygły umieścić nadzienie w rękawie cukierniczym i nadziać eklerki wciskając krem w zrobione dziurki.

 

 

 

 

 

Można też np. przygotować polewę czekoladową i gotowe eklerki ( ich wierzch ) jeszcze dodatkowo zanurzyć w roztopionej czekoladzie. Ja jednak zdecydowałem się na wariant bez polewy, mniej słodki. Eklerki zniknęły jak świeże bułeczki, wyszły lepsze niż te z cukierni, wszyscy domownicy byli nimi zachwyceni.


Odkryj więcej z Wino ze Smakiem

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *