Samo txakoli to już rzadkość, a musujące txakoli robione metodą tradycyjną tym bardziej. Po coś takiego trzeba udać się do Kraju Basków, gdyż tych oryginalnych win możemy w pełni posmakować jedynie tam na miejscu.
Dzięki podróży do Euskadi, miałem okazję spróbować naprawdę wielu txakoli, a i kilka butelek udało się przywieźć ze sobą do kraju. Wino to jest jednym z elementów baskijskiej tożsamości, czymś, z czego Baskowie są dumni i bez czego nie wyobrażają sobie codziennego życia. Txakoli świetnie komponuje się z tutejszymi pinchos i doskonale oddaje charakter miejsca, z którego pochodzi. O samym txakoli napiszę więcej już wkrótce, podobnie zresztą jak o dalszej części mojej wyprawy do Kraju Basków.
Teraz parę słów o musującym txakoli, które przejechało ze mną ponad 2000km, i które uświetniło mojego ostatniego sylwestra. Dawno nie piłem tak unikatowych bąbelków i pewnie drugi raz szybko tego nie powtórzę. Po coś takiego trzeba wybrać się daleko od domu.

Txomin Etxaniz Eugenia Espumoso Brut to jedno z dwóch musujących txakoli produkowanych metoda tradycyjną przez Txomin Etxaniz – świetnego producenta, którego miałem wielką przyjemność odwiedzić. O nim samym pojawi się osobny wpis, gdyż txakoli tego wytwórcy, jak i samo miejsce, gdzie zlokalizowana jest winiarnia, zasługują na oddzielną wzmiankę. Żeby rozbudzić apetyt, rzućcie okiem na poniższe zdjęcia i wyobraźcie sobie w jak pięknym miejscu rośnie txakoli.




Wino zostało nazwane na cześć babci obecnych właścicieli ( tak się złożyło że, moja babcia też nosi to imię 😊 ). Eugenia powstaje metodą tradycyjną, a więc tak samo jak choćby szampan, z drugą fermentacją w butelce. Etykieta skomponowana jest w 100% z miejscowej odmiany hondarrabi zuri. Dojrzewanie na osadzie trwa 15 miesięcy. Na pewno nie są to wyżyny jakości win musujących, bo i takie też być nie mogą w tym przypadku. Jednak Eugenia to bardzo dobrze skrojone bąbelki o żółto-złotej sukni z nutą cytrusów, grejpfruta, kruchych jabłek, białych kwiatów, słodkich migdałów i drożdżowymi akcentami. Przyjemnie musujące, dobrze kwasowe, raczej średniej budowy i bez wielce wyrafinowanej materii. Długi finisz spod znaku soku z cytryny. Do poważnych musujących win jeszcze trochę brakuje, ale i tak bije na głowę wiele innych musiaków. W swojej kategorii jako txakoli spełnia się bardzo dobrze. Wypite z prawdziwą przyjemnością. Udźwignie też sporą gamę kulinarnych eksperymentów.
Świetnie pasuje do świeżych i półtwardych serów, skorupiaków, owoców morza, pieczonej, grillowanej ryby, białego mięsa, frittaty, omletu, dojrzewających szynek, paelli z owocami morza, miski orzechów, czy niezbyt słodkich owocowych deserów.


Wino zakupiłem zagranicą

Odkryj więcej z Wino ze Smakiem
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.